Czujesz ten ciężar na barkach? Zaciśnięte szczęki? Może nawet obolałe cebulki włosów? To stres daje ci się we znaki. Ten, którego nie dało się wykrzyczeć albo rozładować inaczej. O tym, co zrobić, aby odpuścił i poszedł sobie z ciała precz rozmawiam z Edytą Maksimowicz, terapeutką twarzy, autorką metody Facegroovin’ i trenerką personalną.

Od kilku tygodni żyjemy w dużym napięciu. Wojna w Ukrainie, fala uchodźców, ogromna mobilizacja… Powoli zaczyna brakować sił… a efekt długotrwałego stresu odbija się na naszym samopoczuciu. Dlaczego tak się dzieje?
W sytuacjach stresowych napinamy się, zaciskamy, ale też odcinamy od ciała. Z punktu widzenia fizjologii w sytuacjach stresowych następuje wyrzut kortyzolu, czyli hormonu stresu. W ciele pojawia się napięcie, związane z przygotowaniem do walki i ataku. Nasi praprzodkowie wykorzystywali ten mechanizm zgodnie z przeznaczeniem, spinali się i ruszali do ataku. Natomiast my w tym nierozładowanym napięciu pozostajemy. Nie następuje ani atak ani ucieczka.

Co możemy zrobić, jak sobie pomóc?
Trzeba to napięcie z ciała upuścić. Jak powietrze z nadmuchanego balonika. Ja radzę, aby w sytuacjach przedłużającego się stresu postawić na ruch. Maszerować, spacerować, biegać, skakać… Zadecydowaniem zachęcam do zwiększonej aktywności fizycznej i to dość intensywnej. Chodzi o to, aby na tyle zmęczyć ciało, żeby nasz umysł nie miał siły, aby nadmiernie analizować rzeczywistość i zajmować się negatywnymi myślami. To że się zamartwiamy nic nie zmienia, a raczej tak – zmienia po prostu niszczy nas od środka.

Czy oprócz większej dawki ruchu możemy coś dla siebie jeszcze zrobić?
Kiedy spuścimy już z siebie trochę napięcia możemy wykorzystać proste techniki rozluźniające na przykład automasaż. Warto skupić się na konkretnych miejscach w ciele, które kumulują stres. To przede wszystkim mięśnie w okolicach karku i szyi, tworzoczaszka i mięsień gruszkowaty, dokuczający w postaci tak zwanej rwy kulszowej osobom, które zbyt dużo siedzą.

Zachęcam wszystkich, aby uświadomili sobie, jak odczuwają górę pleców, jak trzymają barki, co dzieje się z ich szczęką.

 

Samo uświadomienie sobie może nam już jakoś pomóc?
To pierwszy krok do redukcji poziomu stresu. Poczucie tych partii ciała, sprawdzenie, w jakiej są kondycji pomoże nam nawiązać z tymi obszarami w ciele kontakt. Sprawdźmy, czy mięśnie karku nie są przypadkiem twarde jak kamień czy żwacze, czyli mięśnie szczęk, nie są stale zaciśnięte…

Bardzo wiele osób nie ma kontaktu z ciałem
Obecnie w centrum uwagi jest mózg. Jesteśmy w kołowrotku myśli, cały czas funkcjonujemy w umyśle. To jest znak naszych czasów, kiedyś tak nie było. Nasi przodkowie bardziej doświadczali ciała, pracując fizycznie, pokonując pieszo duże odległości. Ludzie tkwią w umyśle stosunkowo od niedawna. I od pewnego czasu ta sytuacja zaczęła nam bardzo doskwierać – potrzebujemy wrócić do naszych ciał, znów je poczuć, osadzić, uziemić… Można tego dokonać właśnie poprzez ruch i nauczenie się podstawowych technik pracy z ciałem.

Edyta Maksimowicz jest trenerką personalną i terapeutką twarzy, autorką metody Facegroovin’. (Fot. materiały prasowe)

Od czego zacząć?Zacznijmy od góry pleców. Nie trzeba do tego specjalistycznej wiedzy, po prostu uciskajmy napięte okolic karku metodą ugniatania ciasta, szukajmy tam napięć, twardych miejsc. Pamiętajmy jednak, że to nie ma być głaskanie, tylko mocny ucisk. Mięsień czworoboczny, bo o nim tutaj mowa, jest duży, aby go rozbić trzeba użyć siły.
Potem zajmujemy się tyłem szyi, masujemy mięśnie wzdłuż, zgodnie z ich przebiegiem. Na koniec rozciągnijmy szyję, przekręcając głowę na boki, przybliżając ucho do barku, a potem kierując brodę w dół po skosie, a na koniec w górę.

Dobry efekt rozluźnienia daje unoszenie i dynamiczne opuszczanie barków z wydechem i z intencją wypuszczania napięcia.

Kark rozluźniliśmy, co dalej?
Teraz warto zająć się szczęką. Ale najpierw trzeba zlokalizować żwacz. To duży mięsień, który biegnie od kości jarzmowej i przyczepia się przy kości żuchwy. Aby go porządnie rozmasować, trzeba wciskać palce lub kostki wzdłuż jego przebiegu, np. zataczając kółka.

Kolejna sprawa to rozluźnianie szczęk – polecam delikatne ruchy żuchwą– góra dół, na pięć. Otwieramy usta i powoli, licząc do pięciu, unosimy żuchwę w górę do pozycji wyjściowej. I znów opuszczamy stopień po stopniu, licząc do pięciu. Powtarzamy kilka razy, zwracając zwłaszcza uwagę na etap zamykania szczęki – to właśnie wtedy mięśnie odpowiedzialne za jej zaciskanie uczą się jak wrócić do swojej dobrej formy.

Zaciśnięte szczęki często wiążę się z mocno zaciśniętymi zębami.
Tak, tymczasem to nie jest ich naturalne ułożenie. W ustach powinna być swobodna przestrzeń– język powinien być na górnym podniebieniu, nie dociśnięty, tylko położony, pod tym językiem powinna się zmieścić piłeczka pingpongowa. Zęby mają się stykać tylko wtedy, kiedy gryzą, w pozostałym czasie mają być rozłączone.

Pamiętajmy o tym na co dzień. Luz w ciele przekłada się na luz w głowie.